Lekarze - w szczególności neurolodzy nie bójcie się oglądać tomografii. Mamy XXI wiek i kosmiczne możliwości. Lekarz neurolog i stomatolog to najczęściej lekarze pierwszego wyboru do których zgłaszają się pacjenci z objawami mogącymi wskazywać na Syndrom Eagle'a. Z prawdopodobieństwa wynika, że taki pacjent prędzej czy później pojawi się w waszym gabinecie. Nie zepsujcie tego. Możecie uratować zdrowie i życie wielu pacjentów. Niektóre gabinety w ostatnich latach mają już po kilka takich rozpoznań, prawidłowych rozpoznań (!) 👍
Wiele lat temu przeszedłem przez prawdziwe piekło ignorancji i niekompetencji współczesnej służby zdrowia. Grafika poniżej - przypadek z 2025 roku jakich nadal są setki na całym świecie (kraj tak naprawdę bez znaczenia). Pacjent od 2 lat podejrzewał u siebie Zespół Eagle’a. Radiolog i cała reszta specjalistów, nic nigdzie nie widzieli. Pacjent sam obejrzał swoją TK w projekcji 3D i wszystko stało się jasne. Dziś, dzięki temu serwisowi jest wreszcie pod dobrą opieką lekarza i zakwalifikowany do leczenia operacyjnego w jednej z najbardziej doświadczonych placówek chirurgii. Trzymam kciuki.
Uświadamiamy – Czym jest Zespół Eagle’a?
jak go zdiagnozować?
do jakiego konkretnie lekarza najlepiej się udać się w Polsce, w Europie i na całym świecie?
jakie są metody leczenia i techniki operacji?
dlaczego choroba wcale nie jest taka rzadka (ot dawno temu w Ameryce, ktoś postawił przecinek o dwa miejsca za daleko)?
jak walczyć z błędami medycznymi?
dowiesz się szczegółowo z poniższych linków:
zespoleaglea.pl/operacjebezcenzury
zespoleaglea.pl/zachowajostroznosc
eaglesyndrome.org/en 🇬🇧 🇺🇸 🇨🇦 🇦🇺
eaglesyndrome.org/en/statistics
eaglesyndrome.org/en/becareful
eaglesyndrome.org/de 🇩🇪 🇦🇹
eaglesyndrome.org/es 🇪🇸 🌎
Jeśli masz pytania, potrzebujesz pomocy – skontaktuj się za pośrednictwem formularza kontaktowego dostępnego na stronie głównej witryny. Ja lub ktoś z zaprzyjaźnionych moderatorów postaramy się pomóc we wszystkich najpopularniejszych językach i na wszystkich kontynentach. Pamiętaj proszę, że nikt z nas nie może Cię zdiagnozować, ani stwierdzić czy masz Zespół Eagela'a, czy nie. Nie taka jest rola tego serwisu. Oceny objawów klinicznych oraz interpretacji badań obrazowych może dokonać wyłącznie lekarz – niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy nie. To lekarz bierze za to odpowiedzialność i za to w końcu otrzymuje wynagrodzenie.
Nigdzie nie twierdzę, że mój serwis jest idealny i bezbłędny. Twierdzę, że tylko przez pierwsze lata funkcjonowania uratował setki pacjentów, nie tylko w Polsce, ale od Norwegii po Australię. Przede wszystkim w ciągu kilku lat pozwolił uświadomić ogromną rzeszę lekarzy.
Nie twierdzę, że ten serwis i strona są miłe czy uprzejme wobec środowiska lekarskiego. Jak powiedział sam lekarz, który właśnie dzięki stronie i moim działaniom znalazł pomoc i rozpoznanie: „To nie ma być miłe ani grzeczne – to ma być skuteczne”. Czasem trzeba porządnie wstrząsnąć, żeby przełamać rutynę, zakorzenione nawyki oraz zmienić i przywrócić ustawienia fabryczne niektórych środowisk.
Lekarze, którzy kiedyś lekceważyli i bagatelizowali mój stan, dziś na moim przypadku zostali (eks)pertami od schorzenia. Niektórzy prowadzą szkolenia z zakresu Zespołu Eagle’a dla dentystów. Inni zostali gwiazdami od tej choroby w TV w „Pytaniu na śniadanie”. Kiedy to oglądam, tylko uśmiecham się szeroko 😃.
Mój miejscowy szpital w Warszawie, gdzie kiedyś mogłem liczyć wyłącznie na kroplówkę, którego naczelny chirurg wyrzucił mnie z gabinetu, nie wiedząc o czym mówię – dziś po latach specjalizuje się w operacjach wydłużonych wyrostków rylcowatych.
W grupie medycznej, w której kiedyś nikt nie wiedział, czym są i jak wyglądają wyrostki rylcowate, gdzie przy okazji zatruto mnie nadmiarem neurotoksycznych zastrzyków – również od niedawna rozpoczęto operacje wyrostków rylcowatych.
I to jest ta dobra zmiana, na którą zasługują chorzy na całym świecie.
Cichym bohaterem pozostanie dla mnie na zawsze Św. Charbel. Dzisiejszy świat opiera się głównie na mierzalnych i weryfikowalnych faktach, to jednak nadal istnieją obszary, których nie potrafimy zmierzyć i które przekraczają współczesne kategorie umysłu. Są wciąż sfery poza zasięgiem naszego obecnego rozumienia świata. Twierdzę, że ludzki umysł, percepcja i potencjał pozostają w dużej mierze niezbadane i wykraczają poza oczywiste schematy poznawcze. Sama zaś wiara i religia nie pozostają w sprzeczności z nauką. Akurat nauka na moim przypadku, w tym ta najbardziej "utytułowana" poległa z kretesem.
Po latach uznałem, że ta historia powinna zostać upubliczniona i ujrzeć światło dzienne. Wszelkie podobieństwo opisanych sytuacji, postaci, miejsc i zdarzeń nie jest przypadkowe, nie jest fikcją literacka i tak dokładnie powinno być interpretowane. Za jakiś czas historię, po odpowiednim dopracowaniu zamierzam również zgłosić do "Księgi Cudów Św. Charbela" którą prowadzi jedno z Sanktuariów. Czy się uda - nie mnie o tym decydować. Spodziewam się, że ze strony "życzliwych" i niektórych środowisk będzie wycie. Swoją drogą, znakomicie - dla popularyzacji choroby.
Myślę, że dopiero sprawy sądowe o ogromne odszkodowania za błędy medyczne zrobią najwięcej dla podniesienia świadomości choroby (tak już się dzieje w Niemczech i Polsce). Ostatnio jeden z dolnośląskich szpitali na swoim profilu zamieścił wpis, w którym stwierdzono, że Zespół Eagle’a cyt. „to nic więcej niż wiedza przeciętnego studenta wszystkich kierunków medycznych”. Pacjenci z regionu przecierali oczy ze zdumienia. Chyba żaden inny publiczny wpis nie zrobił tyle dobrego dla spraw pacjentów walczących o odszkodowania. Chyba nigdy wcześniej, żaden wpis nie pogrążył tylu lekarzy specjalistów, którzy przez lata bagatelizowali i lekceważyli objawy pacjentów.
W 1872 r. austriacki chirurg dr. Josef Weinlechner wykonał najprawdopodobniej pierwszą znaną operację skrócenia wyrostków rylcowatych. Pierwszy historycznie w Polsce pacjent z Zespołem Eagle’a znalazł diagnozę i operację w latach 90-ych XX wieku. Przeszedł drogę podobną i równie ciężką jak moja. Potem założył Stowarzyszenie pomocy poszkodowanym w wyniku błędów medycznych. Wygląda na to, że na długie lata zapomniano o chorobie.
Św. Charbel z Libanu 🇱🇧 – taką zbliżoną postać zobaczyłem w moim śnie w 2016 r. Kim była ta postać, dowiedziałem się dopiero wiele miesięcy później. Kilka minut po tym, jak się dowiedziałem kim jest, zadzwonił telefon - pierwszy radiolog opisał wreszcie prawidłowo moją diagnostykę: obustronne wyrostki rylcowate 6 cm każdy (!)
W 2025 r. w Libanie nakręcono film "Znaki wiary” (org. نهاد الشامي - للإيمان علامة) historię Pani Nohad Al-Chami, kobiety z Libanu, która w 1993 r. właściwie w identycznej sytuacji jak moja, po latach cierpienia zawdzięcza swoje życie dzięki wstawiennictwu i cudownemu działaniu Św. Charbela.
Pani Nohad w wieku 90 lat, zdążyła jeszcze obejrzeć swoją historię na dużym ekranie.
Perspektywy i widoki na przyszłość – Powyższa historia miała miejsce wiele lat temu. Czy dziś, po latach, coś się zmieniło?
Z jednej strony w ostatnich latach m.in. dzięki tej stronie ogromnie wzrosła świadomość choroby Zespołu Eagle’a. Dokonał się także, niestety na razie tylko w nielicznych ośrodkach w Polsce, Europie i na świecie (znajdziesz je na stronie głównej w rozdziale „Do jakiego lekarza się udać”), olbrzymi postęp w chirurgii wyrostków rylcowatych. Dzisiejsze metody operacyjne są o wiele bardziej precyzyjne i mniej inwazyjne, co pozwala pacjentom na szybszą rekonwalescencję i zwiększa szanse na powrót do normalnego życia. Nie jest to jednak regułą. Choć obecnie pacjenci z Zespołem Eagle'a mają kilka razy większe szanse na poprawę swojego stanu zdrowia i jakości życia, niż jeszcze kilka lat temu, to stosowane techniki operacyjne nadal znacząco różnią się w zależności od kliniki i kraju, co może mieć kluczowy wpływ na powodzenie leczenia i szansę na powrót do zdrowia. W dalszym ciągu należy zachować ostrożność przy wyborze placówki, gdyż istnieją i działają nadal oddziały chirurgii podejmujące się operacji, których skuteczność chirurgii jest bliska zeru.
Z drugiej strony pacjenci na całym świecie nadal odbijają się od gabinetów lekarskich i niewiedzy lekarzy. Mamy XXI wiek, kosmiczne technologie, a większość chorych cierpi i latami szuka diagnozy swoich dolegliwości. Oglądamy kamyczki na Marsie, a nie potrafimy zlokalizować i zinterpretować małej kostki u podstawy czaszki człowieka. Świadomość choroby na całym świecie, w tym w najbardziej rozwiniętych krajach, jest nadal szokująco niska. We Francji te same kliniki, które tak chętnie leczyły Kaddafiego, Arafata czy afrykańskich dyktatorów, mają w głębokim poważaniu zwykłych obywateli Republiki. Pacjenci we Francji apelują o pomoc do Ministerstwa Zdrowia. Dużo lepsza jest sytuacja pacjentów w Niemczech, choć większość z nich i tak poszukuje diagnozy o kilka lat za długo. W Hiszpanii w ostatnim czasie dużo się zmienia, w dużej mierze dzięki działaniom pacjentów i kilku oddanych lekarzy zdiagnozowano już setki osób. W USA na chorobie zna się jedynie garstka wybitnych specjalistów. Cała reszta lekarzy traktuje pacjentów jak wariatów, którzy wymyślają sobie dziwne dolegliwości. Chorzy w USA i Kanadzie latami szukają diagnozy, nieliczni znajdą.
Moja szyja puchnie przez ponad 4 lata po operacji. Mój lekarz rodzinny analizując dokumenty ze szpitala, zastanawia się co poeta miał na myśli i co naprawdę było operowane ?
Moje zdjęcia RTG oraz wszelkiego rodzaju CBCT i TK oglądała cała masa lekarzy: dentystów, radiologów, neurologów, laryngologów. Nikt nic nie ...widział.
Kiedy już sam wiedziałem i widziałem, co mi jest, lekarze nadal patrzyli mi prosto w oczy i uparcie twierdzili, że niczego nie widać.
Czy jest z nami jakiś okulista? 👀
Przed operacją mój chirurg miał tak wielkie ego, że w ogóle nie obejrzał mojej tomografii. Sama operacja odbyła się na przysłowiowy „krzywy ryj”. Anestezjolog i pielęgniarka instrumentariuszka na minutę przed narkozą dowiedziały się ode mnie, co i z której strony będzie operowane. Ich miny nie wróżyły nic dobrego. Skończyło się katastrofą. Operacja była prawdziwym harakiri. Krwotok tamowano przez 24 godziny po zabiegu zwykłą tamponadą – o profesjonalnych drenach nikt nawet nie pomyślał. Od jednej z osób z personelu usłyszałem tylko: „Wygląda pan jak pod Stalingradem” - nie zaprzeczam. Co było dalej, nie pamiętam – straciłem przytomność. Dwie godziny po odzyskaniu przytomności, dowiaduję się, że idę do domu i otrzymuję wypis ze szpitala. Trzeba przecież zwolnić łóżko. Zresztą zbliża się weekend, państwo doktorstwo nie ma czasu, idzie do domu. W drodze do domu modlę się, żeby opatrunki wytrzymały. Ciągle czuję ciepłą, spływającą lepką wilgoć na szyi. Skala pozostałych powikłań okazała się ogromna. Nowoczesne metody chirurgii, w tym neuromonitoring śródoperacyjny, były całkowicie nieobecne podczas mojego zabiegu. Mój nerw językowo-gardłowy, nerw błędny, nerw dodatkowy, nerwy rdzeniowe szyi i inne – po operacji są w fatalnym stanie. Kość gnykowa, przyczepy mięśni, mięśnie szyi i krtani – nie działają. Moje ręce i sploty szyjne nie funkcjonują. Moja szyja puchnie momentami długo ponad cztery lata po operacji. Kilkukrotnie doświadczam wtedy mikroudarów. Wizyta kontrolna po operacji okazała się fikcją. Chirurg, który wcześniej miał wszechmocne mniemanie, teraz rżnie głupa. Jedyne „sensowne” słowa jakie od niego usłyszałem, brzmiały cyt. „A co u pana było operowane?” Mając na uwadze, że w dokumentach ze szpitala w jednym miejscu pomylono „wyrostek rylcowaty” z „wyrostkiem sutkowatym”, to pytanie dało mi wiele do myślenia. Zresztą wypis ze szpitala całkowicie rozmija się z zapisami z karty Protokołu zabiegu i leczenia operacyjnego. Jest grubo - czy ktoś to w ogóle kontroluje?
Św. Charbel Makhlouf po raz drugi – Dokładnie w tym samym czasie jak umierała moja znajoma, Św. Charbel (czyt. Szarbel) dał mi swój drugi przekaz. To był ten czas kiedy wszyscy byliśmy zamknięci w domach z powodu globalnej pandemii. Właśnie wówczas, o świcie, obudził mnie nagły, lodowaty podmuch powietrza, taki, który wywołuje gęsią skórkę i ciarki na plecach. W tym właśnie momencie Święty Charbel przekazał mi proste, ale głębokie przesłanie: „Zrób coś z tym! Działaj! Takich osób jak ty i twoja znajoma są tysiące na świecie. Zacznij uświadamiać!”. Św. Charbelowi się nie odmawia.
Choć moje ręce po operacji i chorobie nadal są niesprawne, a każdy ruch na klawiaturze sprawia ogromny ból i wymaga wielkiego wysiłku (uszkodzone sploty szyjne, nerw dodatkowy i nerwy rdzeniowe) to jednak w październiku 2020 roku powstaje najprawdopodobniej pierwszy na świecie taki uniwersalny serwis o chorobie Syndromie Eagle'a. Pierwotnie pod adresem zespoleaglea.pl, obecnie eaglesyndrome.org.
Już kilka tygodni później, dzięki świeżo utworzonej stronie internetowej, pierwsza osoba znalazła prawidłową diagnozę swoich długotrwałych dolegliwości. Do końca 2020 roku trzy kolejne osoby zidentyfikowały przyczynę swoich objawów i poznały nazwę swojego wcześniej niezdiagnozowanego schorzenia. Pierwsze osoby, których strona naprowadziła po latach cierpienia na prawidłową diagnozę, pochodzą nie tylko z Polski ale m.in. Norwegii, Holandii, USA i Niemiec. To, co nastąpiło, później wywołało prawdziwą lawinę zmian, umożliwiając wielu osobom zachowanie zdrowia, a w kilku przypadkach życia.
Pod koniec roku mój stan jest na tyle ciężki, że w wieczór sylwestrowy otrzymuję sakrament namaszczenia chorych. Miejscowy ksiądz nie znając zupełnie mojej historii, ma przy sobie i daje mi przy okazji olejek Św. Charbela - przypadek? Ta sama ampułka z olejkiem uratowała wcześniej i tchnęła życie w pewnego niemowlaka, któremu lekarze nie dawali już szans życia. W następnych dniach, choć minimalnie to wracam do świata żywych.
Zaczyna się prawdziwa walka o życie i desperackie poszukiwanie chirurga gotowego podjąć się operacji.
W moim lokalnym, jednym z większych szpitali w Warszawie mogę liczyć co najwyżej na kroplówkę na zmniejszenie opuchlizny szyi i gardła.
Z kolei w największym warszawskim szpitalu i ośrodku neurologicznym spędzam bezowocnie cały dzień. Nikt nic nie wie. Kierownik kliniki choć obiecała, że zajmie się moim przypadkiem – wystawiła mnie do wiatru i ostatecznie znika ze spotkania. Podobno są ważniejsze sprawy.
W największej w Warszawie prywatnej klinice laryngologicznej jestem wreszcie zapisany na kwalifikację do operacji Zespołu Eagle'a. Już na początku wizyty, lekarz jest zawiedziony, że nie jestem zainteresowany specjalną ofertą kliniki, tj. leczeniem przegrody nosowej lub chrapania. Radiolog i główny otolaryngolog kliniki oglądają na wszystkie strony moje badania CBCT i twierdzą, że nie mam ...wyrostków rylcowatych. Dobrze wiem, że te łobuzy doskonale wiedzą jaka jest prawda, ale po prostu nie chcą mieć kłopotów. Jeden z nich kiedyś pracował i operował za granicą, i na własne oczy widział jak się operuje wyrostki rylcowate. Kilka lat później od innego pacjenta dowiaduję się, że już „wiedzą” jak zobaczyć wyrostki rylcowate na CBCT, a nawet są skłonni to operować.
Mój nieszczęsny neurolog, którego mam w pakiecie medycznym, dalej uważa, że nic mi nie jest. Zamiast skierowania na operację wyrostków rylcowatych zaleca kolejny rezonans i znowu Milgammę (czy oni coś z tego mają?). Inny neurolog (podobno habilitowany) także nie uznaje tomografii. Zleca kolejne RTG w kierunku wyrostków rylcowatych w projekcji kręgosłupa szyjnego, tylko po co? Już dawno wszystko doskonale widać na wcześniejszych RTG, tylko trzeba chcieć i potrafić zobaczyć - okulista jest naprawdę potrzebny.
Lekarz medycyny pracy zupełnie nic nie rozumie. Nie wie, co zrobić z moim przypadkiem. Widzi że jest źle, ale żąda zaświadczenia od jakiegoś lekarza, czy mogę w takim stanie pracować, czy nie. Ale od jakiego lekarza?! Do cholery – to on jest przecież tym lekarzem (!)
Na obrzeżach Warszawy znajduje się mała, niepozorna przychodnia laryngologiczna. Trafiam tam przez przypadek, właściwie od niechcenia prosto z ulicy bez żadnych zapisów. Ku mojemu zaskoczeniu, przyjmuje mnie od razu miejscowy laryngolog. Lekarz niczemu się nie dziwi, doskonale rozumie problem. Przeprowadził rzeczowe badanie, obejrzał moją tomografię komputerową. Eureka - to był pierwszy i jedyny lekarz w Warszawie w trakcie całej mojej kilkuletniej choroby, który potrafił obejrzeć prawidłowo tomografię oraz wykonać badanie palpacyjne. Bez zbędnych ceregieli wypisuje skierowanie na CITO na operację 🙏👍. Tak właśnie powinno być w każdym gabinecie.
Podczas prac nad serwisem próbuję zasięgnąć więcej informacji o samym Św. Charbelu. Trafiam na historię Pani Nohad Al-Chami, kobiety z Libanu, która w 1993 r., w związku z obustronnym uciskiem na tętnice, po latach cierpienia zawdzięcza swoje życie cudownemu działaniu Św. Charbela. Dwie rany pooperacyjne identyczne jak u mnie naznaczyły jej szyję, a dolegliwości w tym paraliż ustąpiły. Kolejny przypadek? A może to wszystko zaczyna układać się w jakiś doskonale przemyślany misterny plan... Nic nie twierdzę. Na pewno jest zbyt podobne, aby przejść obojętnie. Święty Charbel znany jest nie tylko w Libanie z cudownych uzdrowień. Pomaga ratować zdrowie i życie wierzących, jak i niewierzących. Zarówno Chrześcijan i Muzułmanów.
Choć operacja uratowała mi życie, to zarówno jej przebieg i wykonanie, a przede wszystkim wieloletnie zaniedbania oraz błędy lekarskie powodują, że mój stan jest nadal ciężki (w terminologii kodeksowej nazywa się to uszczerbkiem na zdrowiu). Nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócę do stanu zbliżonego do zdrowia. Brak rokowań. Moje nerwy czaszkowe są pokiereszowane wieloletnią chorobą i operacją. Moja żyła szyjna wewnętrzna jest w dużej części niedrożna na poziomie C1 (najczęstszy błąd w europejskiej sztuce prowadzenia operacji Eagle'a). Uszkodzenie nerwów obwodowych spowodowane działaniem neurologa w wyniku zatrucia i przedawkowaniem pirydoksyny dodatkowo pogłębiają zaburzenia i niesprawność organizmu.
Mimo to chyba jestem szczęściarzem. Pomimo wielu przeciwności i lata lekceważenia przez lekarzy, rzutem na taśmę – uratowałem życie.
Jakiś czas później moja znajoma z identycznym przypadkiem nie miała tyle szczęścia. Również odbija się od drzwi gabinetów najlepszych specjalistów. Chwila rozmowy, wspólnie oglądamy jej diagnostykę i wszystko wydaje się jasne. Zespół Eagle’a ze złamaniem wyrostka rylcowatego włącznie potwierdzony i ostatecznie zdiagnozowany w trzech niezależnych klinikach, jednak bez szansy na operację. W czasach pandemicznego ogłupienia ciężko chorej kobiecie z napadami niedokrwiennymi kilkukrotnie odmówiono pomocy w ramach NFZ. Ci sami lekarze byli chętni, by „pomóc” i operować – już pewnie zgadłeś: „prywatnie”. Cena za życie wynosiła teraz 19.000 zł. To kwota nadal nieosiągalna dla wielu osób w kraju. Młoda kobieta zmarła w niewyobrażalnym cierpieniu, przy obojętności lekarzy i bezradności najbliższych.
Operacja – Jest w Warszawie taki szpital, gdzie zoperują wszystko i wszędzie w obrębie głowy i szyi. Oddział szpitalny na NFZ, w którym już na wejściu pacjenta witają luksusowe czerwone skórzane kanapy niczym z nocnego klubu, szkło i marmury green tinos na ścianach, a na korytarzach poręcze ozdobione są światłami LED jak w pięciogwiazdkowych hotelach w Dubaju. Ego ordynatora wydaje się sięgać gwiazd. I tylko pacjent w tym wszystkim jest jedynie przedmiotem, nie podmiotem zainteresowania – przedmiotem dziwnie funkcjonującego, śmiem twierdzić wyrachowanego i cynicznego układu. Już na wstępie od lekarza usłyszałem, że mój stan jest bardzo ciężki, ale na NFZ nie ma szans na operację nawet w ciągu najbliższych 8 lat. Nawet jeśli, to i tak jej nie przeżyję, a w najlepszym wypadku zostanę sparaliżowany. Możemy jednak zaproponować ekspresowy termin, a najlepszy chirurg może wykonać zabieg "prywatnie”. /Identyczną historię słyszą inni pacjenci/. Cena za moje życie to 10.500 zł. Nie mam wyjścia. Każdy mój dzień to walka o życie.
Z czasem moja sytuacja coraz bardziej się pogarsza – dochodzą napady niedokrwienne. W takim stanie zacząłem podróżować po całym kraju w poszukiwaniu specjalistów od schorzenia. Dopiero konsultacje i wizyty w Krakowie oraz Bydgoszczy pokazały, że od początku miałem rację. W końcu trafiłem na specjalistów, którzy wiedzą, o co chodzi: rehabilitanta stomatologicznego, laryngologów, radiologa z którymi można wreszcie rzeczowo porozmawiać. Fizjoterapeuta stomatologiczny Pan Piotr Kazana z Krakowa, był pierwszą osobą w trakcie mojej choroby, która zachował się jak należy. Jako pierwszy potwierdził moje przypuszczenia. Za to zasługuje na szczególne uznanie i podziękowanie. Tylko dzięki tym nielicznym specjalistom z Krakowa i Bydgoszczy odzyskałem choć odrobinę wiary w medycynę. Choć nie podejmą się operacji, to wracam wreszcie z potwierdzeniem tego, co dokładnie czuję i wiem od dawna. Wreszcie na piśmie mam dowód i prawidłowe rozpoznanie w tym m.in. opis mojej tomografii komputerowej: Zespół Eagle’a (!)
Niestety, mój warszawski medyczny ciemnogród szybko sprowadza mnie na ziemię. Mój neurolog w Warszawie w największej w kraju grupie medycznej dalej idzie w zaparte. Nie uznaje tomografii. Uważa, że skoro rezonans nic nie wykazał, nie ma mowy o rozpoznaniu Zespołu Eagle’a /poziom wiedzy medycznej level 🙉/. Dla większości lekarzy rezonans i morfologia to nadal jakaś magiczna wyrocznia, która decyduje czy jesteś zdrowy, czy nie. Neurolog uznaje, że skoro mój rezonans magnetyczny i morfologia są w porządku, to nie ma o czym mówić. Ten sam neurolog zaleca mi duże serie zastrzyków witaminy B (Milgamma). Po takiej kuracji odcina mi całkowicie nerwy obwodowe. Na koniec zostałem zatruty nadmiarem pirydoksyny (witamina B6), która w nadmiarze ma działanie neurotoksyczne. Objawy zaburzenia nerwowego układu obwodowego. Czuję się jak po Nowiczoku. Moja skóra i wnętrze pali, ból neuropatyczny rozlewa się po całym organizmie. Moje ciało przeszywają dreszcze i zimno. Mięśnie są jak z waty.
Od teraz mam już dwie ciężkie choroby: nie tylko Zespół Eagle’a, ale dodatkowo uszkodzenie nerwowego układu obwodowego i ciężką polineuropatię. Recepta neurologa jest w tej sytuacji zaskakująco prosta, zapisuje kolejną dawkę Milgammy (jak to było: Primum non nocere - po pierwsze nie szkodzić?). Dopiero później od znajomego farmaceuty dowiaduję się, jak szkodliwa i groźna może być taka kuracja w nadmiarze, podana przez dziesięć dni z rzędu. Uszkodzenia nerwowego układu obwodowego w takiej sytuacji mają najczęściej charakter nieodwracalny.
Coraz częściej dopadają mnie ataki niedokrwienne, tachykardia i mgła mózgowa. Każdy ruch głową zwiększa ucisk na naczynia krwionośne, powoduje niedotlenienie i gaśnie film w moich oczach. Wiele czasu spędzam teraz na balkonie lub przy mroźnym otwartym oknie. Tylko w ten sposób bronię się przed utratą przytomności i dostarczam choć odrobinę więcej tlenu do mózgu. Każdy ruch głową czy szyją, nawet zwykłe uniesienie rąk, sprawia, że w gardle czuję „żyletki” które tną moje gardło.
W tamtym okresie, tj. przed 2017 i jeszcze długo później, nie było właściwie innej dostępnej literatury. Dziś w internecie znajdziesz całą masę opracowań dotyczących Zespołu Eagle’a – zarówno w języku polskim, jak i w wydaniach zagranicznych. Obecnie, różne kliniki i lekarze prześcigają się w publikacjach. Także dzisiejsze opracowania dostępne w Polsce oraz zagraniczne piśmiennictwo to w zasadzie nadal powielanie w mniej lub bardziej w rozwiniętej formie kilku tych samych zagranicznych źródeł sprzed lat z błędami włącznie.
Już wtedy wiedziałem, że jestem blisko rozwiązania zagadki i przyczyny moich dolegliwości. Niestety, najlepsi lekarze specjaliści w Warszawie nie wiedzieli, o czym mówię i całkowicie ignorowali temat. Jak się okazało, miałem widoczne zmiany chorobowe świadczące o Zespole Eagle’a na ponad 10 różnych badaniach diagnostycznych, jednak lekarze twierdzili, że nic mi nie jest i niczego nie widzą. Kiedy już wiedziałem i widziałem, co mi dolega, lekarze nadal patrzyli mi prosto w oczy, twierdząć w dalszym ciągu, że niczego nie widać. Najwięksi arogancji po latach zwrócili pieniądze. Tylko jeden lekarz przeprosił.
Droga do diagnozy, czyli czy jest z nami okulista? 👀 – Po raz pierwszy na ślad choroby trafiam, studiując materiały:
Urodziłem się i mieszkam nad brzegiem rzeki Wisły. To tutaj, w tym miejscu powstał serwis eaglesyndrome.org który pomógł uratować życie i zdrowie wielu osób.
<= please select your language
Update [...] – Św. Charbel dał mi jeszcze jeden przekaz. Ten fragment jest jak na razie zapisany wyłącznie w mojej głowie. Na razie nie mogę go zdradzić, bo na razie nikt i nic nie jest pewne. Mam nadzieję, że będzie opublikowany najwcześniej za kilka, a najprawdopodobniej za więcej niż kila lat. Do usłyszenia.
O mnie – Mam na imię Dariusz. Urodziłem się i mieszkam w centralnej Polsce nad brzegiem rzeki Wisły. W 2015 roku zachorowałem na tajemniczą chorobę. Zaczęło się od nierozpoznanego bólu zębów, głównie zębów trzonowych. Najpierw z jednej, a kilka tygodni później z drugiej strony szczęki i żuchwy. Z czasem doszły drętwienie, mrowienie i bóle neuropatyczne całej żuchwy, twarzoczaszki oraz podstawy języka. Ból porównałbym do bólu zęba leczonego kanałowo, ale bez znieczulenia. Taki ból towarzyszył mi najczęściej 22–24 godziny na dobę. I tak dzień po dniu, miesiąc po miesiącu. Po 2 latach dołączyły problemy neurologiczne: zawroty głowy, problemy z równowagą, ciśnienie wewnątrzczaszkowe i bóle głowy, następnie doszły napady niedokrwienne. Przy ruchach głową i dotyku szyi, w moim oku pojawia się iskrzenie. Moją twarz, uszy, szyję i głowę rozrywa oszałamiający ból – pacjenci porównują to czasem do uczucia sztyletów w uszach.
Jedni zgłaszają ból twarzoczaszki, szczęki i żuchwy, niezdiagnozowane bóle zębów, ból podstawy języka lub dolegliwości neuralgiczne/neuropatyczne twarzy. Inni skarżą się na ból ucha lub głowy. Większość pacjentów, choć nie jest to regułą z czasem zaczyna odczuwać kłujący ból gardła, okolic migdałków i szyi, uczucia ciała obcego w gardle i problemów z przełykaniem. Niektórzy doświadczają szumów i trzasków w uszach, uczucia pełności lub przelewania w uchu, a nawet ubytku słuchu. Nieliczni stracą głos. Część pacjentów narzeka na rozpierające ciśnienie oraz „iskrzenia” w oku. W najcięższych przypadkach dochodzi do zawrotów głowy, omdleń, tachykardii, mgły mózgowej, czy zaburzeń nerwu błędnego i/lub pnia współczulnego oraz zaburzeń autonomicznego układu wegetatywnego. W skrajnych sytuacjach może wystąpić rozwarstwienie tętnic, napady lub udary niedokrwienne lub kompresja żyły szyjnej wewnętrznej (IVJ).
Szczęśliwcy znajdą przyczynę i diagnozę najczęściej po 3 do 20 latach poszukiwań. Pozostali najprawdopodobniej nigdy nie poznają przyczyny swojego stanu i choroby, która zrujnowała im życie. Niektórzy najprawdopodobniej umrą (rozwarstwienie tętnic, udar niedokrwienny, udokumentowany przypadek zatrzymania akcji serca, którego przyczyną był ucisk na nerw błędny) w niewyobrażalnym bólu i cierpieniu, nie wiedząc, co dokładnie ich zabijało przez lata niezdiagnozowanej choroby.
Zgodnie z najbardziej rozpowszechnioną statystyką choroby, występowanie wydłużonego wyrostka rylcowatego obserwuje się u 4% populacji, ale tylko u jedynie 4% z nich obserwuje się objawy bólowe i chorobowe (0,16% populacji). To co wydaje się pozornie niewiele, oznacza, że w skali całego globu zachoruje na Syndrom Eagle'a około 12.800.000 ludzi w trakcie życia jednej generacji (8 mld x 0,04 x 0,04). Dla populacji Polski daje to 60.800 potencjalnych przypadków w trakcie życia jednego pokolenia (38 mln x 0,04 x 0,04). Tyle elementarna matematyka w służbie medycyny.
Św. Charbel po raz pierwszy – Tak cierpiąc, w połowie 2016 r., pomiędzy rozrywającym bólem, udało mi się w nocy na chwilę zasnąć. Wtedy doświadczyłem niesamowitego snu. Przyśniła mi się surowa, nieznana mi, ale charakterystyczna surowa postać jakby w średniowiecznym habicie, która dała mi prosty przekaz: „Żaden lekarz nie znajdzie przyczyny. Szukaj sam. Znajdziesz!”. Kim była ta postać ze snu, dowiedziałem się dopiero wiele miesięcy później. Z zasady, nie wierzę w sny. Choć jestem osobą wierzącą, z rezerwą podchodzę też do cudownych działań i nadprzyrodzonych przesłań. Niemniej w mojej sytuacji i tak nie było innego wyjścia. Zacząłem studiować materiały i podręczniki z zakresu stomatologii, laryngologii, neurologii, bólów neuralgicznych/neuropatycznych, bólów głowy i twarzoczaszki.
W tym czasie odwiedziłem niezliczoną liczbę lekarzy, w tym najlepszych specjalistów – poczynając od dentystów, chirurgów szczękowych, neurologów, laryngologów, radiologów, klinik leczenia bólu itp. Miałem wykonane ponad 10 szczegółowych badań obrazowych głowy i szyi oraz kilkanaście innych mniej inwazyjnych badań, w tym niezliczoną ilość RTG. Lekarze nigdzie niczego nie widzieli, a z czasem niektórzy zaczęli wyśmiewać się z moich objawów. Byłem leczony na wszystko, tylko nie na to, co trzeba.
Jak się później okazało – na wymyślone przez lekarzy na poczekaniu, błędne rozpoznania i choroby. Straciłem zupełnie niepotrzebnie całkiem prawidłowe zęby mądrości, niepotrzebnie przeleczone kanałowo zdrowe siódemki, przeszedłem szkodliwe i całkowicie bezsensowne leczenie stawów skroniowo-żuchwowych. Z czasem straciłem zdrowie i przede wszystkim wiarę w lekarzy oraz współczesną medycynę.